Ramen, czyli podróż smaku do Kraju Kwitnącej Wiśni. Najpopularniejsza potrawa w Japonii o korzeniach… chińskich. Sycący bulion z pulchnym makaronem i wysokobiałkowymi dodatkami jest idealnym zastrzykiem energii w zimowy dzień. Głodni? Oto 3 adresy w stolicy, gdzie podają ramen nie jako tako, ale naprawdę na bogato.

Ramen przybył na japońskie wyspy wraz z chińskimi imigrantami w XIX wieku, ale dopiero w XX stał się tak popularny, by zostać nazwanym potrawą narodową. W zdobyciu takiej popularności kluczowe znaczenie miał charakter ramenu – skutecznie i szybko zaspokaja głód dostarczając wartościowych składników odżywczych. Na masową skalę podobno najpierw pokochali go studenci i żołnierze, a z biegiem lat każdy region Japonii dorobił się swoich odmian tego dania. Dziś ramen kochają zdaje się wszyscy Japończycy a miłość ta rozlała się na cały świat i dotarła też do Polski.

W ramenie poza ultra esencjonalnym bulionem znajdziecie pyszny makaron mączny (nie ryżowy czy sojowy, jak w Chinach), zwykle też marynowane jajko, plastry mięsa, algi, grzyby shitake, kiełki fasoli, chilli, czasem tofu, kapustę pak choy, szczypiorek i szalotkę. Wersji cały wachlarz, podobnie jak opcji ostrości. Słyszałam porównania bulionu w ramenie do naszego rosołu – to jakby porównać kurę i strusia. Jedno i drugie znosi jaja, tyko jakby różnią się pod każdym względem.

Przedstawiam trzy warszawskie sprawdzone adresy, gdzie gotują ramen z klasą i jest on główną specjalnością zakładu.

Nr #1: Uki Uki Ramen, ul. Krucza 23/31

Kolejka po odbiór przy wejściu do restauracji w niedzielne popołudnie o czymś świadczy. Wewnątrz i przez wielkie okna widać, nad czym pracują kucharze. Nie bez kozery mają nad drzwiami tablicę „fabryka makaronu japońskiego” – można podejrzeć, jak się go w tym miejscu przygotowuje.

Mój wybór w menu padł na klasykę – ramen original (35 zł) i ramen tantan (35 zł). Pierwszy bazuje na kremowym bulionie drobiowo-wieprzowym z plastrami świnki, pastą chilli, wodorostami i rozpływającym się jajkiem. Dostałam makaron do ugotowania w domu (1 minuta we wrzątku), bo bez tego trzeba byłoby pochłonąć gotowe danie w 10 minut od odbioru, inaczej makaron zdążyłby wypić cały sos ???? Drugi był w wersji bardziej pikantnej – z mięsem mielonym duszonym w paście sojowej i chilli, z olejem z czarnego sezamu i palonego czosnku, marynowanym jajkiem, mizuną i szalotką. Obydwa gęste, w pysznym bulionie i z doskonałej jakości składnikami. Idealne!

Ramen w Uki Uki – tantan i klasyczny

Czekam na ponowne popandemiczne otwarcie knajp, by można było usiąść w środku. Taki mają w Uki Uki dobry klimat i pyszną kuchnię.

Nr #2: Arigator Ramen Shop, ul. Piękna 54

To miejsce odwiedziłam po raz pierwszy kilka lat temu m.in. w towarzystwie rodowitego Japończyka i mam jak najlepsze wspomnienia. To wtedy złapałam ramenowego bakcyla i uważam go za jedno z najbardziej smakowitych dań kuchni azjatyckiej. Mam też sentyment do samego miejsca.

Arigator cieszy się dużą popularnością lokalnych fanów japońskiej kuchni. W pandemii działają pełną parą z ofertą w dostawie. Tu ramen jest trochę droższy niż w Uki Uki – 40-42 zł za danie z jednej z ośmiu wersji. Próbowałam tantanmen z wieprzowiną na ostro i pak choy a także shoyu z boczkiem i jajkiem.

Bardzo zacna opcja, jeśli szukacie solidnej porcji pyszności i energii w zimny, ciemny dzień.

Nr #3: Vegan Ramen Shop, ul. Finlandzka 12a

Bardzo niepozorne miejsce na warszawskiej Saskiej Kępie i dwóch innych lokalizacjach – na Mokotowie i przy Jana Pawła, skąd dowożą w czasie pandemii. Rozrośli się w ostatnich latach, widać, że kuchnia azjatycka po wegetariańsku znajduje coraz więcej fanów. Ja – w przeciwieństwie do mojego ukochanego  Anthony’ego Bourdaina – nie porównałabym wegetarian do Hezlbollahu ????, ale uważam, że akurat ramen w wersji wege to jednak nie to samo. Co nie znaczy, że coś z nim jest nie tak. Co to, to nie! Ciekawa odmiana nawet dla zagorzałych, niereformowalnych mięsożerców. Bulion shoyu gotują tu na grzybach z dodatkiem sosu sojowego, cebuli i imbiru. Opcji w karcie tyle, że będą państwo zadowoleni: „tantanmen ostry i kremowy gęścioch nie dla leszczy”, „mac and cheese na serze z ziemniaczków” (nie próbowałam i chyba bym się nie odważyła), czy „clear shoyu na sześciu rodzajach grzybów z wyraźnym smakiem umami, najgłębszy i najdelikatniejszy z ramenów”. Jest ciekawie i smacznie. Nie jest to opcja na pierwsze spotkanie z ramenem, ale do porównania z wersją klasyczną – jak najbardziej.

A jeśli nie ramen, to może chińska kaczka? Tu parę słów o pewnym pojedynku 😉

PS. Chciałabym, żebyście wiedzieli, iż żadna z recenzji na moim blogu nie jest sponsorowana i nikt poza mną samą nie ma wpływu na oceny miejsc i smaków. No, może poza najbliższymi, którzy pałaszują i zwiedzają wspólnie ze mną.

Zostaw komentarz