Osiem dni kulinarnej podroży, dziesiątki przewertowanych rekomendacji i tysiące spałaszowanych kalorii. Każde z opisywanych miejsc osobiście przetestowałam w towarzystwie prawdziwego smakosza. W większości przypadków byliśmy w pełni zgodni w ocenie. Liczę, że będzie to dla Was praktyczny przewodnik kulinarny po Maderze w pigułce. Bierzcie i jed(ź)zcie!

Czego trzeba spróbować na Maderze?

#Espada

Jej wysokość espada z bananem. Lokalna ryba o urodzie niewyjściowej, czyli pałasz czarny. Popularnością dorównuje dorszowi na naszych stołach, podobnie też smakuje. Wyglądem przypomina węgorza i żyje w głębinach Oceanu Atlantyckiego. Na maderskie stoły wjeżdża smażona w cieście naleśnikowym, w głębokim tłuszczu lub grillowana – co knajpa, to inne podejście. Zawsze jednak występuje z wiernym towarzyszem – słodką, nie zaś wytrwaną odmianą banana, co dla mnie było zaskoczeniem. Niektórzy wirtuozi maderskiej kuchni potrafią doprawić ten duet jeszcze sosem z ultra słodkiej marakui.

#Espetada, czyli uczta mięsożercy

Szpada i nabite na nią solidne kawałki grillowanego mięsa wołowego w akompaniamencie czosnku i przypraw. Za szpadę zwykle służy patyk z drzewa laurowego, ale nierzadko metalowy. Jest to potrawa tradycyjnie portugalska, serwowana w zdecydowanej większości lokalnych restauracji.

#Bolo do caco – chleb jakich mało

Coś między bliskowschodnia pitą a naszym puszystym domowym chlebem. Podawany z masłem, tłuczonym czosnkiem i pietruszką. Nabija kalorie jak złoto, ale jest tego grzechu wart jak cholera!

#Lapas – skałoczepy dla amatorów

Danie z kategorii: ciekawość poznawcza nakazuje spróbować, ale kubki smakowe buntują się przed powtórką. Niby podobne do muli, ale chyba tylko z wyglądu. Jak mawiał klasyk – „smak oryginalny”. Może się czepiam.

#Polvo, czyli ośmiornica

Owoce morza są w niemal każdej maderskiej restauracji. Osobiście szczególną miłością darzę kalmary i ośmiornice, które w Polsce są mało dostępne i naprawdę drogie.  Jak wiadomo zjedzenie ośmiorniczek potrafi spowodować upadek rządu, więc nie żałowałam sobie i Wam polecam.

#Prego na mały i duży głód

Bardzo proszę, oto i kanapka doskonała! Prego spotkacie w mnóstwie barów, np. kultowym Rui de Poncha. Spokojnie może zastąpić lunch. Składa się z chleba bolo do caco, soczystego kawałka grillowanego mięsa w zestawieniu z sałatą, pomidorem i jajkiem sadzonym.

#Marakuje i papaje

Madera to raj dla frutarian! 😉 Moją lokalną królową jest papaja, ale jeszcze więcej funu będą mieli fani bananów czy marakui występującej tu w kilkunastu odmianach. No i ta nieodparta słodycz ananasów – tak dobre jadłam ostatnio wiele lat temu w Wietnamie.

#Sobremesa

W restauracyjnej karcie pod hasłem „sobremesa” znajdziecie desery. Warto spróbować bolo do mel, czyli ciasta tradycyjnie wypiekanego na Boże Narodzenie, które jest obecnie dostępne przez cały rok. To ciemnobrązowy placek z wyraźną nutą miodową. Coś między naszym piernikiem, a mokrym brownie. To jeden z lepszych pomysłów na prezent przywieziony z Madery.

Deser w wersji tylko dla dorosłych to orzeźwiająca Nikita, czyli lody waniliowe z kawałkami ananasa zalane białym winem i piwem. Trzeba mieć fantazję, żeby coś takiego wymyślić. O dziwo – naprawdę smakuje nieźle.

#Maderskie wino i likier kasztanowy

A skoro o deserach mowa, to nie sposób zapomnieć o maderskim szlagierze, czyli winie deserowym. Nie napiszę tu epopei, bo wina słodkie to nie moja bajka. To lokalne jest jednak naprawdę wyborne i warto zabrać je ze sobą do domu. Podobnie jak likier kasztanowy, specjalność, na którą natraficie w Dolinie Zakonnic obok innych smakołyków z owocu kasztanowca, w tym znakomitego ciasta.

#Poncha na bazie rumu

Prawdziwy hit Madery – drink na bazie lokalnego rumu z trzciny cukrowej z miodem, świeżym sokiem pomarańczowym i cytrynowym. Popularna jest także mieszanka rumu z owocami marakui. Ważne, by do alkoholu dodawany był świeży sok. Tak przygotowuje się go np. doskonałym barze Rui de Poncha w Funchal. Wystrzegajcie się miejsc, gdzie podają gotową pseudoponchę, która nie ma nic wspólnego z oryginałem.

Gdzie spróbować tych wszystkich specjałów? Oto 11 najlepszych restauracji, barów i gospod, które odwiedziłam na Maderze

Pierwsza dziesiątka to naprawdę mistrzowski skład. Jak na boisku – każdy ma swoją funkcję i odmienną charakterystykę, więc nie traktujcie numeracji jak wyroczni. Mogę jedynie przypisać role strzelców złotych goli ex equo – niczym Messiemu i Lewandowskiemu – Vili do Peixe i Il Basilico (pardon, powinnam powiedzieć Ronaldo, bo on jest niekwestionowanym bożyszczem Maderczyków). Rezerwowa 11. przypadłaby za to PVP.

#1 Vila do Peixe (Camara de Lobos)

Restauracja rybna w urokliwym miasteczku sąsiadującym z Funchal. Moja lokalna gwiazda z gwiazdką Michelin w papierach. Miejsce odkryte dzięki Tripadvisor, nie trafiłabym tam z ulicy. Obłędny widok na panoramę miejscowości i owoce morza przyrządzone tak, że kulinarny orgazm macie gwarantowany!

#2 Il Basilico (Funchal)

Mocny akcent włoski na maderskim wybrzeżu z mistrzowską kuchnią. Jak to u Włochów – na bogato i od serca, zacnej jakości produkty, atmosfera luzu, ale w eleganckiej oprawie i takie desery, że klękajcie narody.

Knajpa portowa, doskonałe miejsce na lunch po rejsie katamaranem, który wypływa z tej mariny (byliśmy na rejsie z oferty p. Ryszarda Barbana z FB „Wyspa Madera” i bardzo polecam). Zacna ośmiornica grillowana oraz niezła espada z boskim widokiem na kołyszące się żaglówki i popisowy deser – jabłecznik w wersji maderskiej. Bardzo warto.

#3 Solar da Santola (port w Funchal)

Przyjemna knajpa w kultowej uliczce Rua de Santa Maria, w której fasady starych budynków oddano w ręce lokalnych artystów. Tak powstała klimatyczna dzielnica street art’u, w której zobaczycie dziesiątki pięknie zdobionych drzwi i spotkacie nawet… Małego Księcia. Miejsce to ożywa po zachodzie słońca, więc idealnie pasuje na kolację w ciepły wieczór. Gaviao Novo karmi przede wszystkim świeżymi rybami i owocami morza. Nie jest tanio, ale naprawdę pysznie.

#4 Gaviao Novo (centrum Funchal)

#5 Taberna Ruel (centrum Funchal)

Sąsiadka Gavio Novo z równie solidnym menu i kuchnią, do której trudno się przyczepić.

#6 Restaurante O forno (Ponta da Pargo, zachodni kraniec wyspy)

Prawdziwa uczta dla mięsożerców! Dla takiego steka rib-eye warto przejechać całą wyspę. Polecam na późny lunch, by zostać aż do wieczora i obejrzeć tu jeden z najpiękniejszych zachodów słońca na Maderze w najbardziej na zachód wysuniętym punkcie widokowym – Ponta do Pargo.

#7 Alta Vista (górna część Funchal)

Domowa kuchnia i lokalny klimat plus szałowy widok na panoramę miasta. Rodzinna knajpa prowadzona z ogromnym sercem. Tu zjecie najlepszy bolo do caco i espadę podaną tak, jak jedzą ją lokalsi. A to tego poncha przygotowana tradycyjnie. Autentyczne, urocze miejsce na lunch.

#8 Avista (Funchal, Lido)

Jeśli lubicie wbić się w dress code na wakacjach, to czemu nie. Sala restauracyjna z trzech stron przeszklona, ma spektakularny widok na ocean. Eleganckie miejsce z bardzo wyrafinowaną kuchnią, ale porcjami laboratoryjnymi. Ja jestem w klubie tych, co to na wakacjach lubią w trampkach i dziurawych dżinsach zjeść coś lokalnego, chętnie na gazecie w przybytku street food’u. Może z tego względu nie doceniłam Avisty należycie.

#9 Marina Terrace (Funchal)

Druga miejscówka w porcie z poprawną kuchnią. Jest smacznie i miło, ale widok znacznie ponad przeciętność.

#10 Abrigo do Poiso (okolice Levady dos Balcoes)

Solidna, lokalna knajpa. Dobre miejsce na odzyskanie sił po trekkingu. Pyszne kanapki z grillowanym stekiem, soczyste mięsiwa i porcje jak w naszych góralskich knajpach. Głodni stąd na pewno nie wyjdziecie.

#11 PVP Pao Vinho e Pesticos (Funchal)

Dla miłośników kalmarów (mój klub). Tu są świeże i dobrze zgrillowane. Inne potrawy – espetada, przystawki i wino – na akceptowalnym poziomie przyzwoitości.

Bary z ponchą i nie tylko (Funchal):

#1 Rei da Poncha

Puchar świata, rewelacyjny klimat zarówno w ciągu dnia, jak i na wieczorne sączenie ponchy, która zawsze jest tu przygotowywana na bazie świeżo wyciskanych owoców tradycyjną metodą. Lokalizacja w samym sercu miasta.

#2 Santiago Beach Bar

Bar przy twierdzy Sao Tiago nad brzegiem oceanu. Nie dość, że mają dobrą ponchę, to w bardzo luzackich okolicznościach przyrody. Z braków tego miejsca wskazałabym na… absolutny brak zadęcia ;). Warto wpaść na zachód słońca właśnie tu i zamiast gapić się w zegarek, mieć po prostu czas.

#3 Hole in One Pub

Bar w dzielnicy hotelowej Lido, jakieś pół godziny spaceru od centrum. Pod turystów, ale i tak uroczy, z muzyką na żywo co wieczór. Na Guinessa lub ponczę i wieczorne pląsy po kolacji – przyjemna opcja.

Miejsca warte uwagi i wysoko oceniane, których nie zdążyłam osobiście odwiedzić:

Il Gallo d’Oro: top of the top, ma dwie gwiazdki Michelin i najwyższe oceny spośród wszystkich restauracji, o jakich czytałam na Maderze (9,9 na TheFork), obowiązuje dress code i rezerwacja stolika z kilkudniowym wyprzedzeniem nawet poza sezonem.

Restaurante do Forte: mieści się w historycznej twierdzy Sao Tiago nad oceanem, miejsce rekomendowane na kolację.

Restaurante Casal da Penha: podobno świetne lokalne jedzenie na czele z espadą. Polecana w przewodniku Michelin.

Miejsca odwiedzone, których nie polecam:

Papa Manuel Lido: tylko dla fanatyków ultra fusion – jeśli potraficie dostrzec urok w połączeniu boczku, grillowanych kalmarów, krewetek, zielonego pesto, szpinaku, cebuli i papryki z sałatą z brokułami, kukurydzą, pomidorami, surową marchewką, ziemniakami i fasolką, to idźcie doświadczyć na własnym podniebieniu (na własne ryzyko). Pizzy nie odważyłam się spróbować. Wierzę jednak, że te niezłe opinie na Google są właśnie za nią.

Copas y Tapas: myślę, że powinni zaprosić kucharzy z warszawskiej wybitnej tapasowni Sobremesa, to by się nauczyli, jak robić tapas, chociażby chorizo w białym winie.

bar na Pico de Ariero: najlepszy dowód na to, jak działa brak konkurencji. Miejscową pomidorową z cebulą polecam najbardziej zdeterminowanym poszukiwaczom smaku. To miejsce uznałabym za szczyt braku rzeczonego.

Ceny w barach i restauracjach na Maderze

Kanapka prego ze stekiem: 5-6 euro

Bolo do caco (przystawka): 3-4 euro

Skałoczepy: 6-7 euro

Ośmiornica, krewetki, kalmary : 11 – 16 euro

Ryba (np. espada a z dodatkami): 12-14 euro (ale są też znacznie droższe inne gatunki ryb, np. w Gaviao Novo na Rue de Santa Maria za wyśmienitą grillowaną rybę dnia dla dwóch osób zapłaciliśmy 40 euro)

Mięso/stek (danie główne): 14-18 euro

Poncha: 1,5 – 3,5 euro

Kawa: 1 euro

Kulinarny odjazd

Mój blog nie przypadkiem nazywa się Jedź, Jedz i Kochaj. Miejsca odkrywam od kuchni. Z perspektywy talerza najlepiej poznaje się tradycję, styl życia i kulturę danego miejsca. Czym od strony kulinarnej zachwyciła mnie Madera? Głównie prostotą, dobrej jakości produktami i oczywiście bogactwem owoców morza. Jak wszędzie na świecie trzeba uważać na turystyczne miejsca, gdzie po prostu karmią przeciętnie za ponadprzeciętne stawki. Jednak takich przygód będzie mniejszość. Zdecydowanie częściej maderskie restauracje uraczą Was zacną kuchnią i gościnnością w południowym stylu.

Podoba Ci się ten artykuł? Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz go udostępnić dalej.

Zostaw komentarz